Jakub Panek – #KulturalnyPanek

Żyje się tylko dwa razy. „Co po Grace?” w Teatrze Polonia [RECENZJA]

Fot. Katarzyna Kural-Sadowska

Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana. Te słowa Heraklita z Efezu wrócą do każdego, a szczególnie wywrócą porządek życia tym, którzy myślą, że wszystko sobie ułożyli. Te słowa są też punktem wyjścia dla spektaklu „Co po Grace?” – nowej sztuki w repertuarze Teatru Polonia Krystyny Jandy.

Dość ciekawie wyszło, że w jednym czasie w Warszawie pojawiły się dwie sztuki Carey Crim – uznanej dramatopisarki, scenarzystki i absolwentki Uniwersytetu Northwestern: „23 i pół godziny” oraz „Co po Grace?”.

Sztuka wybrana do Teatru Polonia Krystyny Jandy „Co po Grace?” to wielokrotnie wystawiana, nagradzana opowieść o trojgu dojrzałych bohaterów. Akcja rozpoczyna się w mieszkaniu emerytowanego prawnika Angusa (Krzysztof Dracz), który tuż po pogrzebie swojej żony spędził noc z przypadkowo poznaną podczas uroczystości Abigail (Hanna Śleszyńska), ponad sześćdziesięcioletnią terapeutką. Niebawem do mieszkania przychodzi sąsiad, emerytowany sportowiec Ollie (Andrzej Zieliński). Kluczem do poznania historii jest zrozumienie bohaterów. Nie tyle etapu, na którym są, ale skutków niepodjętych przez nich decyzji.

Fot. Katarzyna Kural-Sadowska

Pytanie, które znajduje się w tytule sztuki zada sobie w życiu każdy z nas po utracie bliskiej osoby. Ci, którzy mają to już za sobą wiedzą, że często odpowiedzi na nie będzie się szukało latami. I wcale nie jest powiedziane, że się ją znajdzie. Jedno jest pewne, zgodnie z koncepcją Heraklita „panta rhei” („wszystko płynie”) – przyjdzie coś nowego.

Reżyser i odtwórca głównej roli w „Co po Grace?”, czyli Krzysztof Dracz wspaniale łączy w tym przedstawieniu swój talent komediowy z warsztatem aktora dramatycznego. Będąc jednocześnie aktorem i reżyserem panuje nad przedstawieniem przez cały czas. Dracz po raz kolejny pokazał, że doskonale odnajduje się w emocjonalnych rollercoasterach. I to zarówno tych osadzonych w koncepcji farsy („Pomoc domowa”, reż. Krystyna Janda), jak i thrillera („Kto się boi Virginii Woolf?”, reż. Jacek Poniedziałek). Na scenie towarzyszy mu dwójka równie utalentowanych aktorów. Hanna Śleszyńska, której kariera obejmuje zarówno teatr, telewizję, jak i film przez lata pracy artystycznej zdobyła ogromne uznanie dzięki swojej wszechstronności. Z powodzeniem występowała w komediach, dramatach oraz produkcjach muzycznych, co sprawia że jej Abigail jest wielowymiarowa. Potrafi rozbawić do łez, ale też wzruszyć.

Fot. Katarzyna Kural-Sadowska

Równie ciekawie w „Co po Grace?” wypada Andrzej Zieliński. Jego Ollie, emerytowany sportowiec musi zmierzyć się ze skrywaną przez całe życie tajemnicą. Przez ponad pół wieku nie potrafił zaakceptować tego, kim jest i w końcu ciężar decyzji sprzed lat zaczyna go przygniatać. Talent komediowy Zielińskiego, ale też szczególna wrażliwość sprawiają, że widz nie tyle zaczyna mu współczuć, co kibicować.

„Co po Grace?” ma w sobie coś z „Shirley Valentine” – żelaznego punktu repertuaru teatrów Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury. Tam też główna bohaterka musi zamknąć pewien etap w swoim życiu, by w końcu przestać bać się żyć.

Fot. Katarzyna Kural-Sadowska

Ze sztuki Crim płynie bardzo ważne przesłanie – zbieżne z jednym z tytułów filmów o Bondzie – że żyje się tylko dwa razy. Pierwsze życie przeżywamy do momentu przesilenia, drugie zaczyna się tuż po nim. W przypadku bohaterów sztuki, punktem zwrotnym było pożegnanie Grace.

Każdy w życiu pożegna jakąś Grace i odkryje, że „po” jest trudniej.

Ocena Kulturalnego Panka: *****/******