Jakub Panek – #KulturalnyPanek

Powrót do przyszłości. „Rewolta” w Teatrze Muzycznym w Poznaniu [RECENZJA]

Fot. D. Stube

Robiąc przedstawienie, tym bardziej muzyczne o ważnym społecznie, zajmującym istotne miejsce w historii wydarzeniu łatwo o błąd, którego efektem będzie szkolna akademia. „Rewolta”, czyli najnowsza premiera Teatru Muzycznego w Poznaniu to nie tylko mądry powrót do wydarzeń Czerwca ’56 otoczony doskonałymi tekstami i muzyką Maanamu. To apel, by planując przyszłość nie zapominać o przeszłości, która kształtuje następne pokolenia.

W oczekiwaniu na budowę i otwarcie nowej siedziby, Teatr Muzyczny w Poznaniu nie zwalnia tempa i rokrocznie dostarcza ciekawych premier, zarówno tych opartych na licencji, jak i autorskich. W efekcie mądrze prowadzonej przez dyrektora sceny Przemysława Kieliszewskiego polityki, teatr ma szeroką ofertę dla różnych oczekiwań widzów. Wystarczy wspomnieć doskonałą wersję familijnego musicalu Disneya „Piękna i Bestia” w reż. Jerzego Jana Połońskiego czy autorski porywający i sześciogwiazdkowy „Kombinat” z piosenkami Republiki w reż. Wojciecha Kościelniaka.

Fot. D. Stube

Tym razem, wykorzystując fakt 70. rocznicy wydarzeń Czerwca ’56, Kieliszewski (dyrektor TM w Poznaniu i autor koncepcji)  postanowił atrakcyjnie pokazać kontekst wydarzeń, które przeszły do historii Polski. Reżyserię wg scenariusza Przemysława Pilarskiego powierzono Połońskiemu. W efekcie powstało przedstawienie estetycznie zbliżone do „Kombinatu”, którego głównymi bohaterami są bracia Franek (niezły Mariusz Ostrowski) i Mietek (równie ciekawy Michał Kocurek). Ten pierwszy jest po „dobrej stronie mocy”, jest z robotnikami, próbuje wykorzystać partyjną funkcję swojego brata Mietka do realizacji postulatów. Choć ten historycznie pierwszy zryw przeciwko totalitarnej powojennej Polsce skończył się tragicznie, przeszedł do historii jako impuls dla przyszłych pokoleń. W tym momencie warto przypomnieć historyczne fakty.

Jak napisał w publikacji „Poznański Czerwiec 1956. Pierwszy bunt społeczeństwa w PRL” Edmund Makowski „szczególnie dotkliwe dla Poznaniaków były pogłębiający się od połowy 1951 roku problem braku artykułów żywnościowych. W 1953 roku zlikwidowano bony na mięso, jednocześnie podnosząc ceny. Ponadto zmniejszono dostawy środków czystości, a od sierpnia 1955 do maja 1956 roku stale brakowało masła i węgla”.

Fot. D. Stube

Gdy wiosną 1956 roku – o czym przypominają historycy – władze miejskie Poznania wystąpiły do Warszawy o zwiększenie przydziału na zaopatrzenie ludności, odmówiono, wyjaśniając, iż zdyscyplinowani mieszkańcy Poznania „zrozumieją lepiej trudności gospodarcze”. Jednak poznaniacy nie zamierzali dłużej biernie przyglądać się łamaniu ich praw. W mieście zaczęły pojawiać się pierwsze oznaki buntu. Aż do kulminacji 28 czerwca i brutalnej pacyfikacji.

Jak ustalił Instytut Pamięci Narodowej – w wyniku Poznańskiego Czerwca ‘56 zginęło 58 osób, w tym 50 cywilów, 4 żołnierzy, milicjant i 3 funkcjonariuszy UB. Wśród 50 ofiar cywilnych, aż 13 nie miało ukończonych 18 lat. Najmłodszą ofiarą był 13-letni Romek Strzałkowski, który stał się symbolem poznańskiego buntu. Szacuje się, że w wyniku Poznańskiego Czerwca rannych został około 500-600. 

Fot. D. Stube

Jeszcze w nocy z 28 na 29 czerwca milicja i funkcjonariusze bezpieczeństwa rozpoczęli akcję represyjną tzw. łapankę. 29 czerwca zaczęły działać niektóre zakłady pracy oraz sklepy, jednak wojsko i czołgi nadal pozostawały na ulicach nadal w gotowości bojowej. Tego samego dnia Józef Cyrankiewicz wygłosił przed mikrofonem Polskiego Radia w Poznaniu swoje przemówienie. Z jego ust padły wówczas znamienne słowa: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”. Były one zapowiedzią nadchodzących represji.

Fot. D. Stube

Te tragiczne wydarzenia mają oczywiście swoje odzwierciedlenie w spektaklu, ale „Rewolta” jest czymś więcej niż szkolną akademią. Dzięki ciekawie wymyślonemu scenariuszowi historią braci Franka i Mietka, a także korzystając z narratora, którym raz jest zespół, a raz Śmierć (wspaniała kreacja i niezłe interpretacje piosenek Maanamu Anny Lasoty) jest spójną opowieścią. Mądrze dobrane – choć napisane wiele lat po wydarzeniach z 1956 roku – piosenki (m.in.: „Falowanie i spadanie”, „Nocny Patrol”, „Bądź ostrożny”, „Smycz”, czy „Wyjątkowo zimny maj”) inteligentnie oprawiają spektakl, dając mu spoiwo i dynamikę.

„Rewolta”, mimo atrakcyjnej inscenizacji i dużej pracy zespołu muzycznego obarczona jest kilkoma błędami. Przeszkadzała mi stagnacja scenograficzna (której przecież w podobnej konwencji dało się zapobiec, świetnie dynamizując sceny w „Kombinacie”), a także łopatologiczne tłumaczenie widzom, o czym jest przedstawienie. Reżyser powinien to inaczej przedstawić wierząc w inteligencję widowni.

Fot. D. Stube

Choć obecny na premierze Kamil Sipowicz nie krył swojego zadowolenia z efektów pracy twórców, „Rewolcie” trochę zabrakło do zdetronizowania „A planety szaleją… młodzi w hołdzie Korze” Teatru Współczesnego w Warszawie. Nie można jednak mieć żadnych zarzutów do perfekcyjnego wykorzystania dorobku Maanamu.

Przedstawienie o Poznańskim Czerwcu ’56, mimo drobnych potknięć jest spektaklem atrakcyjnym, który stroni od banałów szkolnych akademii i mądrze opowiada ważną historię w atrakcyjny sposób. „Rewolta” to apel, by planując przyszłość nie zapominać o przeszłości, która kształtuje następne pokolenia.

Ocena Kulturalnego Panka: ****/******