
Ponadczasowa krytyka bezmyślnych elit autorstwa Juliana Tuwima wybrzmiała na nowo na deskach Teatru Polonia Krystyny Jandy. Zinterpretował ją w monodramie „Bal w operze” Artur Barciś, którego znakomita kreacja zaskoczy wielu fanów jego dotychczasowych odsłon.
„Bal w operze” Juliana Tuwima w polskim teatrze pojawiał się wielokrotnie, m.in. jedną z ostatnich wersji można było obejrzeć w Warszawskiej Operze Kameralnej z muzyką Leszka Możdżera (2026).

Przyczyn zainteresowania tym utworem nie trzeba specjalnie analizować. Poeta stworzył ponadczasowy, idealnie punktujący kolejne elity poemat satyryczny. Bal u Tuwima ma w sobie coś z balu na tonącym „Titanicu”. Autor zwraca uwagę na świat pełen podziałów klasowych, niesprawiedliwości, zepsucia i braku moralnych zasad elit. Czas powstania „Balu w operze”, czyli 1936 r. wprost pozwala nam odczytać krytykę ówczesnego społeczeństwa, w którym elity – oderwane od rzeczywistości – nie znają umiaru.
(…)
„Rozdzierane kaczki wrzeszczą,
Tłuszczem ciekną, w zębach trzeszczą,
A najgorzej przy kawiorze:
Tam — na zabój, tam — na noże
A jak złapią — szczerzą zęby
I smarują głodne gęby
(…)

Uczestnicy „Balu…” bawią się, jedzą, piją i korzystają z życia, podczas gdy poza miejscem zabawy istnieje świat biedy, cierpienia i krzywdy. Czy od 1936 roku coś się zmieniło? Chyba niewiele.
Karykatura kreatur
Kontrast pomiędzy wystawnym balem a rzeczywistością zwykłych ludzi jest jednym z najważniejszych elementów utworu.
Tuwim przedstawia uczestników balu w sposób karykaturalny. Są oni skupieni przede wszystkim na własnych przyjemnościach i interesach. Poeta pokazuje ich jako ludzi pozbawionych empatii i odpowiedzialności za innych. Bal staje się więc symbolem świata, w którym uprzywilejowane grupy żyją w dostatku, nie przejmując się problemami społeczeństwa.

W utworze bardzo ważną rolę odgrywa satyra. Tuwim posługuje się ironią i karykaturą, aby ośmieszyć rzeczywistość. Język „Balu…” jest dynamiczny, pełen neologizmów, wykrzyknień, powtórzeń i nietypowych zestawień słów. W efekcie przypomina chaotyczny, głośny i szalony bal.
„Bal w operze” ma również wymowę katastroficzną. Już przedmowa, czyli fragment „Apokalipsy św. Jana”, jak i epilog mówią nam wprost, że każde zło świata przeminie.
(…) Zaiste, przyjdę rychło. Amen. I owszem, przyjdź Panie Jezusie! (…)
Barciś na barykadzie
W interpretacji Artura Barcisia trudno znaleźć słabe punkty. Aktor zanurza się w przekazie Tuwima, trzymając się matematycznej precyzji, jednocześnie nie tracąc niczego z satyrycznego wymiaru tekstu. W odbiorze tekstu pomaga bardzo dobrze wymyślona scenografia Wojciecha Stefaniaka. Na deskach Polonii stanęła wielka stalowa konstrukcja, która staje się dla Barcisia partnerem scenicznym. Przypomina barykadę z „Nedzników” Victora Hugo, która jest centralnym symbolem walki o równość.
Muzykę do spektaklu skomponował Jerzy Satanowski. W pierwszych kilkunastu minutach nie pomaga ona w odbiorze sztuki, staje się wręcz potykaczem dla Barcisia, z którym aktor bezbłędnie sobie radzi. Nie można jednak Satanowskiemu, który ma na koncie m.in. znakomite interpretacje utworów Tuwima w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie, odebrać doskonałego wyczucia w dalszych etapach spektaklu. Tam muzyka staje się mrocznym tłem z hipnotyzującą nutą.

Mimo że to niespełna godzinny monodram, jego ciężar, a jednocześnie precyzja wykonania przez Barcisia sprawiają, że z Polonii wyjdziemy w pełni usatysfakcjonowani, ale też przejęci. Bo to nie jest „Bal u Rafała” – „Bal w operze” pełen jest goryczy, która towarzyszy nam każdego dnia.
Znakomita kreacja Barcisia zaskoczy wielu fanów jego dotychczasowych odsłon. Tu mówi Aktor.
Ocena Kulturalnego Panka: *****/******