
Najnowszy balet wybitnego choreografa Krzysztofa Pastora, którego prace dotąd głównie oglądaliśmy w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie, zagościł w bydgoskiej operze. „Amerykanin w Paryżu”, dzięki precyzyjnej choreografii i dużej pracy orkiestry przenosi nas do piękniejszego świata.
Pastor to nie tylko nazwisko dyrektora Polskiego Baletu Narodowego (od 2009 r.) i dyrektora artystycznego baletu Litewskiego Narodowego Teatru Opery i Baletu (w latach 2011-2020). To marka.
Zrealizował ponad 70 różnych choreografii, m.in. z zespołami z Australii (The Australian Ballet, West Australian Ballet), Belgii, Czech, Niemiec, Nowej Zelandii, Szwecji (Królewski Balet Szwedzki), Wielkiej Brytanii (Scottish Ballet), Włoch i USA (Washington Ballet i Joffrey Ballet). W stolicy pokazał m.in. balety: „Tristan”, „Kurt Weill”, „In Light and Shadow”, „Moving Rooms”. Jego ostatnia propozycja – filozoficzny „Prometeusz” do muzyki Philipa Glassa (Symphony No. 11 i Mad Rush) i Wolfganga Amadeusza Mozarta (Requiem d-moll KV 626), którego prapremiera odbyła się w czerwcu 2025 roku okazał się wielkim sukcesem. Entuzjastycznie przyjęła go publiczność oraz krytyka. W efekcie praktycznie nie da się kupić na niego biletów.

Ucieszył mnie fakt, że Krzysztof Pastor swój najnowszy spektakl przygotowuje w Bydgoszczy. To bardzo ciekawa i przyjazna klasyce scena, która oprócz opery i baletu gościła także m.in. bardzo udaną realizację musicalu „Bulwar Zachodzącego Słońca” (reż. J. Mikołajczyk).
Autorski „Amerykanin w Paryżu” Pastora to utwór, który ukazuje fascynację europejską kulturą widzianą oczami przybysza z innego świata. Historia koncentruje się na doświadczeniach Amerykanina, który przyjeżdża do stolicy Francji w poszukiwaniu inspiracji, sztuki i nowych przeżyć. Paryż jawi się tu jako miejsce pełne uroku, elegancji i artystycznej swobody, a jednocześnie przestrzeń, w której łatwo się zagubić. Przestrzeń, w której dostrzega się też wojnę.

Na uwagę zasługuje udana, „rysowana” pastelowa scenografia Natalii Kitamikado. To inspiracja filmem „Amerykanin w Paryżu” i francuską tradycją rysunku. Kitamikado na koncie ma wiele ciekawych realizacji, m.in. do pożegnalnego spektaklu Jerzego Stuhra – „Geniusza” w stołecznym Teatrze Polonia Krystyny Jandy. Na uwagę zasługują też dopracowane, stylowe kostiumy autorstwa Emila Wysockiego. Stylizowane na lata 50. dodają spektaklowi lekkości i klasy.
Bohater baletu Pastora zmaga się z poczuciem obcości, próbując odnaleźć się w nowym środowisku i zrozumieć odmienną mentalność mieszkańców miasta. Z czasem jednak zaczyna dostrzegać piękno codziennych chwil – spacerów wzdłuż Sekwany, kawiarnianych rozmów czy ulicznych występów artystów. Paryż staje się dla niego nie tylko miejscem pobytu, lecz także symbolem przemiany wewnętrznej.

Utwór podkreśla kontrast między amerykańskim pragmatyzmem a francuską wrażliwością estetyczną. Pokazuje, jak spotkanie dwóch kultur może prowadzić do rozwoju, ale też rodzić trudności i nieporozumienia. „Amerykanin w Paryżu” to opowieść o odkrywaniu siebie, sile sztuki oraz o tym, że podróże mogą zmieniać sposób patrzenia na świat.
Sprawnie opowiedziana historia w bydgoskiej operze wznosi się na wyższy poziom dzięki dużej pracy zespołu muzycznego pod kierownictwem Piotra Wajraka (koncepcję muzyczną opracował Przemysław Zych). Podczas premiery dał się porwać duchowi George’a Gershwina. Wajrak to doświadczony dyrygent, od kilkunastu lat związany z Bydgoszczą, w latach 1995-2006 związany z Teatrem Wielkim – Operą Narodową. Był dyrektorem artystycznym Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej i Filharmonii Lubelskiej. Za granicą pracował z orkiestrami Teatro La Fenice w Wenecji, Teatro Carlo Felice w Genui, inaugurował 21. Festiwal Operowy w Xanten.

Sukces nowego baletu Pastora to ponad wszystko zasługa świetnej obsady. Na wyróżnienie zasługuje praca Artema Rybalchenko (Amerykanin – Jerry Mulligan), Ryoki Chiba (jego wybranka – Lise Bouvier), Rafała Tandka (Henri „Hank” Baurel) oraz duetu Jun Shinozaki/Kazuki Mitsuhashi (Cienie Emocji/Kelnerzy). W ich ruchu jest pasja, dyscyplina, ale także przyjemność i lekkość.
„Amerykanin w Paryżu” Pastora to radosne, dopracowane, piękne wizualnie przedstawienie, które – zgodnie z założeniami twórcy – stało się hołdem na muzyki Gershwina. Inteligentnie nawiązuje do obsypanego sześcioma Oscarami filmu z 1951 r. „Amerykanin w Paryżu” (reż. V. Minnelli), proponując widzom jednak coś świeżego.
Bydgoski balet „Amerykanin w Paryżu”, którego premiera – przez przypadek – odbyła się w dniu rozpoczęcia amerykańskiej i izraelskiej inwazji na Iran (28 lutego) jest dowodem, że potrzebujemy kultury. Szczególnie tej doskonałej, w której możemy odnaleźć lepszą stronę świata.
Ocena Kulturalnego Panka: *****/******