Jakub Panek – #KulturalnyPanek

Rodzinna tajemnica kontra reżyser. „Vanitas” w Teatrze Współczesnym

Fot. Marta Ankiersztejn / Teatr Współczesny

Jeszcze zanim stery we Współczesnym przejął Wojciech Malajkat i Marcin Hycnar, odbyła się premiera francuskiej sztuki „Vanitas” Valerie Fayolle w reżyserii wieloletniego dyrektora sceny Macieja Englerta. Niezły tekst został sprawnie poprowadzony, a głównie dzięki kreacji Marty Lipińskiej stał się również bardzo atrakcyjny. Nie obyło się jednak bez potknięć.

Teatr Współczesny w Warszawie to scena wyjątkowa. Nie tylko dlatego, że zlokalizowana jest nieopodal placu Zbawiciela. Przez 43 lata (!) zarządzał nią Maciej Englert, który kierownictwo teatru przejął po Erwinie Axerze – z jego rekomendacją i błogosławieństwem.

Englert to laureat wielu nagród, w tym Lauru Konrada i Feliksa Warszawskiego, odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Teatr przez niego zarządzany prezentował przez lata mniej i bardziej udane tytuły, w ostatnich latach szczególnie dobrze przyjęte przez krytykę i widzów były takie sztuki jak: „Hamlet” W. Shakespeare’a z Borysem Szycem w roli głównej, „A planety szaleją… (Młodzi w hołdzie Korze)” w pomysłowej reżyserii Anny Sroki-Hryń czy „Wstyd” M. Modzelewskiego z Izą Kuną, Agnieszką Suchorą, Jackiem Braciakiem i Mariuszem Jakusem. Ostatni tytuł okazał się takim hitem, że szybko na podstawie sztuki powstał film „Teściowie” (po jego sukcesie nakręcono „Teściów 2”, a w planach jest już kolejna część).

W efekcie konkursu przeprowadzonego przez stołeczny ratusz, od września Współczesny ma nową dyrekcję. Znany i ceniony aktor, reżyser i b. rektor Akademii Teatralnej w Warszawie Wojciech Malajkat został dyrektorem naczelnym, z kolei mający na koncie bardzo udane reżyserie i role aktor Marcin Hycnar został zastępcą dyrektora ds. artystycznych. Ale o efektach ich pracy napiszę na jakubpanek.pl w styczniu. Na razie chciałem podsumować ostatnią premierę Englerta na dużej scenie Współczesnego.

Fot. Marta Ankiersztejn / Teatr Współczesny

O czym jest „Vanitas”? „Ojciec rodziny, szanowany w mieście, były deputowany do parlamentu, przeczuwając rychłe rozstanie się z tym światem, zbiera w rodzinnym domu skłócone od dziesięciu lat dzieci, by postawić im warunek: wydziedziczy je, jeśli się nie pogodzą. Tajemniczy zapis w testamencie zaskakuje rodzeństwo. Próba rozwikłania dziwnego zapisu  prowadzi do kolejnych zagadek, a te, rozwiązywane metodą prób i błędów, odsłaniają  zaskakujące i bulwersujące sekrety rodzinne” – tak teatr opisuje historię w programie do spektaklu.

Maciej Englert główne role powierzył nestorom teatru – w roli Ojca (w spektaklu słyszymy wyłącznie jego głos z sypialni) wystąpił Leon Charewicz, Matkę zagrała zaś Marta Lipińska. I to ona jest najjaśniejszym punktem tego przedstawienia. Urok osobisty, bezbłędna dykcja, duże poczucie humoru i sceniczne doświadczenie sprawiają, że kreowana przez nią postać z pozoru starszej i „nieszkodliwej” pani bawi publiczność do łez. W rolach dzieci obserwujemy Szymona Mysłakowskiego (Jean-Baptiste), Mateusza Króla (Bruno) i Monikę Pikułę (Caroline). Na scenie widzimy jeszcze Barbarę Wypych w roli żony Jean-Baptiste’a. Nie ma w ich grze jednak niczego szczególnego.

Fot. Marta Ankiersztejn / Teatr Współczesny

Do czasu wstrząsającego odkrycia w domu ludzkiej czaszki ich dialogi są dość męczące, reżyser mógłby narzucić w tym miejscu większą dyscyplinę i tempo. W efekcie pierwsza część tego dwuaktowego przedstawienia była ciężkostrawna. Nie chcąc zdradzać wszystkich niespodzianek zapisanych w sztuce powtórzę tylko, że od czasu odnalezienia w rodzinnym domu ludzkich szczątków mamy do czynienia z niezłym kryminałem, obudowanym czarnym humorem. Niestety ten wysoki poziom i osiągnięte pod koniec pierwszej części tempo – przedstawienie znowu traci w drugim akcie, w efekcie „Vanitas” w reż. Englerta jest spektaklem nierównym ze znakomitą kreacją Marty Lipińskiej. Reżyser nie ustrzegł się m.in. błędu obsadowego. Występujący w roli Bernarda (tylko jako głos) Sebastian Świerszcz nie pasuje, osłabia dialogi prowadzone z Lipińską.

Sztuka francuskiej dziennikarki i pisarki Valerie Fayolle nie dogania prac Agathy Christie, ale nie można odbierać jej potencjału. We Współczesnym nie został on jednak do końca wykorzystany.

Ocena Kulturalnego Panka: ***/******