Przejdź do głównej treści

Jakub Panek – #KulturalnyPanek

Uwierz we wroga. „Czarownice” w Teatrze Variete w Krakowie [RECENZJA]

Fot. Magda Woch / Krakowski Teatr VARIETE

Inteligentnie napisane libretto i piękna muzyka tworzą w krakowskim Teatrze Variete fundamenty dla opowieści o złu czającym się w każdym człowieku. Historia z Salem w musicalu „Czarownice” Jakuba Szydłowskiego przypomina nam, że fałszywe oskarżenia to do dziś bardzo niebezpieczna broń.

Po sukcesie „Draculi” w Teatrze Muzycznym w Łodzi, Szydłowski – już w nowym miejscu pracy, w krakowskim Teatrze Variete jako zastępca dyrektora ds. artystycznych – zaproponował kolejną autorską opowieść. Sięgnął po wydarzenia z 1692 roku w małej społeczności Salem w Nowej Anglii (obecnie stan Massachusetts, USA), gdzie doszło do oskarżenia grupy kobiet o czarnoksięstwo, a następnie procesu, w którym w egzekucji śmierć poniosło 14 kobiet i 5 mężczyzn.

Szydłowski, chcąc tę historię pokazać jako musical podjął się karkołomnego wyzwania. Ta forma teatralna rządzi się bowiem swoimi prawami – słowo, muzyka i ruch muszą tworzyć interesujące i porywające przedstawienie. Dzięki zaangażowaniu sprawdzonych współtwórców i doskonałemu castingowi osiągnął efekt, dla którego warto się wybrać do Krakowa. Ale wejdźmy w szczegóły.

Jaskółka znów uwięziona

Słowo w „Czarownicach” to inteligentnie napisane libretto. Szydłowski z jednej strony przenosi nas do Salem i wprowadza w otoczenie purytańskiego społeczeństwa (w tej podróży pomagają niezłe kostiumy Magdaleny Dąbrowskiej i scenografia Grzegorza Policińskiego), z drugiej zaś wplata musicalowe wątki głównych bohaterów, którzy dobrze napisanymi piosenkami uzupełniają historię. Tło spektaklu osadzone jest w tragicznych okolicznościach 1692 roku.

Młode dziewczęta, zafascynowane opowieściami niewolnicy Tituby (popis Małgorzaty Chruściel) o wróżbach, spotykają się w lesie, w noc wiosennego przesilenia, z nadzieją na spełnienie marzeń o upragnionej miłości. Niewinna zabawa zostaje szybko przerwana przez miejscowego pastora oraz uznana za przejaw działania sił nieczystych. Aby uniknąć kary, dziewczęta zaczynają wskazywać kolejne osoby jako rzekomych wspólników diabła. Pojedyncze oskarżenia szybko przeradzają się w falę podejrzeń, która ogarnia całe miasteczko. Wybucha panika. Histeria przeradza się w zbiorową psychozę, która niszczy zarówno ofiary, jak i katów. Procesy prowadzone przez zastępcę gubernatora Danforth (w tej roli świetny Paweł Erdman), moderowane przez dwulicowego pastora Johna Hale’a (znakomita kreacja Jakuba Szyperskiego – brawo!) i nadzorowane przez szeryfa Ezekiela Cheevera (Filip Rogowski) przeradzają się w kuriozalne „polowania na czarownice”.

Fot. Magda Woch / Krakowski Teatr VARIETE

O skali tragedii w Salem świadczy fakt, że niewykształcone, opętane wiarą i przepełnione ludzkimi zawiściami społeczeństwo doprowadziło do oskarżenia ponad 200 osób. I to tylko na podstawie zmyślonych zeznań opartych o sny i wizje. Co gorsze, odebrano życie niewinnym osobom.

Siłą przedstawienia – oprócz ciekawego libretta przeplatanego mądrze wymyślonymi piosenkami i ruchem scenicznym (duża praca choreografa Jarosława Stańka) – Szydłowskiego jest precyzyjnie dobrana obsada. W rolach głównych pojawiły się jedne z najciekawszych polskich głosów musicalowych. W roli niewolnicy-szamanki Tituby oglądamy Małgorzatę Chruściel. Niezły warsztat aktorski i silny głos umiejscawiają ją na słusznej pozycji liderki. Ma w sobie tajemnicę, doskonale odnajduje się w rytualnych śpiewach, tańcach i wróżbach. Na tle całej – bardzo dobrej obsady – wyróżnia się także Julia Totoszko. Jej Abigail Williams, młoda dziewczyna poszukująca przygód jest z jednej strony niewinna i zagubiona, a z drugiej agresywna i toksyczna. Obserwujemy jej metamorfozę,  z którą Totoszko poradziła sobie bezbłędnie.

Uwierz we wroga

Autor muzyki – uznany kompozytor („Piloci”, „Przypadki Robinsona Crusoe”, „Dracula”), kierownik muzyczny w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie – Jakub Lubowicz wyposażył aktorów w pięknie napisane piosenki i muzykę, która je spina. Titubie powierzył bardzo trudne pieśni, z którymi Chruściel poradziła sobie bez problemów. Wyjątkowo widowiskowo wypada na tle całego przedstawienia jej „Jaskółka”. Zajęła w mojej głowie miejsce obok wybitnej „Jaskółki uwięzionej” Stana Borysa. Lubowicz napisał nieprzeciętną, stylizowaną muzykę i bardzo ciekawe piosenki, które choć nie wpadają w ucho jak hity ze znanych londyńskich musicali, na pewno zwrócą uwagę widzów. Spośród 22 utworów wyjątkowo dobrze wypada wspomniana wyżej „Jaskółka”, „Mężu mój”, „Kobieta to iście diabelska istota”, „Leć z nami Titubo” czy „Uczciwym nie grozi nic złego”.

Fot. Magda Woch / Krakowski Teatr VARIETE

„Czarownice” Szydłowskiego dzięki niezłemu librettu, oryginalnej wciągającej muzyce, świetnej obsadzie, dopracowanej choreografii i nieźle wymyślonej scenografii są projektem kompletnym. Przedstawieniem, któremu bliżej do teatru dramatycznego z muzyką na żywo niż do musicalu.

Szydłowski proponuje nam nie tyle podróż do przeszłości i spoglądanie w karty historii, co możliwość przejrzenia się w naturze ludzkiej, która do dziś potrafi wyrządzić wiele zła.

„Czarownice” to nie musical o dobrych lub złych czarownicach. To gra, w której bohaterowie chcą uwierzyć we wroga.

Fot. Magda Woch / Krakowski Teatr VARIETE

„Czarownice” Szydłowskiego dołączyły do obowiązkowych punktów na kulturalnej mapie Polski i do atrybutów kulturalnego Krakowa.

Ocena Kulturalnego Panka: *****/******