
Po ponad dekadzie znów swoją premierę w Polsce miał musicalowy hit z West Endu i Broadwayu – „Mamma Mia!”. Przedstawienie z piosenkami supergrupy ABBA tym razem w Teatrze Muzycznym w Łodzi pokazał reżyser Jakub Szydłowski.
„Mamma Mia!” w Teatrze Muzycznym Roma była najbardziej oczekiwaną premierą 2015 roku, w lutym na wieczór otwarcia przyleciał nie tylko zespół nadzorujący realizację licencji, ale sam Bjorn Ulvaeus. Szwedzki autor tekstów, kompozytor i jeden z czterech filarów kultowej grupy ABBA na bankiecie po premierze powiedział, że choć widział wiele realizacji „MM!” na świecie, polska wersja non-replica w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego zachwyciła go na wielu płaszczyznach. Przedstawienie okazało się sukcesem artystycznym i komercyjnym, z afisza zeszło po ponad dwóch latach i 560 (!) przedstawieniach przy 100-proc. frekwencji. I to tylko dlatego, żeby teatr mógł pokazać nową produkcję.
ABBA po polsku
Czemu o tym wspominam na wstępie? Bo byłem bardzo ciekawy, czy „Mamma Mia!” kiedykolwiek do Polski powróci, bo w warszawskiej wersji zagrał obecny reżyser przedstawienia (wcielił się w rolę Billa), bo niektórzy aktorzy z TM Roma po dekadzie wrócili do tytułu (m.in. Małgorzata Regent, Janusz Kruciński, Rafał Drozd), bo łódzka wersja korzysta nie tylko z pomysłów z TM Roma, ale także ze znakomitych tłumaczeń tekstów piosenek.

Wyzwanie podjął aktor przez lata związany z Teatrem Muzycznym Roma, reżyser i dotychczasowy zastępca dyrektora ds. artystycznych łódzkiej sceny, obecnie odpowiedzialny za artystyczny kierunek Teatru Variete w Krakowie – Jakub Szydłowski.
ABBA – fenomen
„Mamma Mia!” to jeden z najbardziej znanych i lubianych musicali na świecie. Oparty na przebojach szwedzkiej grupy ABBA jest czymś w rodzaju „szafy grającej”, libretto i piosenki łączą w sobie energię, humor i emocje. Zarówno wersja teatralna, jak i filmowa zdobyły ogromną popularność i stały się ważnymi punktami w historii współczesnej kultury popularnej.
Przypomnijmy, że musical „Mamma Mia!” miał swoją premierę 6 kwietnia 1999 roku na londyńskim West Endzie. Na Broadway trafił w 2001 roku. Autorką libretta jest Catherine Johnson, a reżyserią zajęła się Phyllida Lloyd. Pomysłodawczynią projektu była Judy Craymer, która przez wiele lat starała się przekonać członków Abby do wykorzystania ich muzyki w nowej formie scenicznej. W końcu udało się – Benny Andersson i Bjorn Ulvaeus (kompozytorzy i autorzy tekstów większości utworów zespołu ABBA) zaangażowali się w projekt, Agnetha Faltskog i Anni-Frid Lyngstad nie uczestniczyły aktywnie w produkcji.

W 2008 roku światło dzienne ujrzała kinowa wersja musicalu, również zatytułowana „Mamma Mia!”, w reżyserii Phyllidy Lloyd, w której wystąpili m.in. Meryl Streep i Pierce Brosnan. Film okazał się ogromnym sukcesem kasowym – zarobił ponad 600 milionów dolarów na całym świecie i stał się jednym z najchętniej oglądanych musicali w historii kina. W 2018 roku powstał sequel pt. „Mamma Mia! Here We Go Again”, który był jednocześnie prequelem i kontynuacją historii, pokazując młodość Donny oraz dalsze losy jej córki. Tym razem do Streep dołączyła Cher. Sukces „dwójki” skłonił twórców Abby do rozpoczęcia pracy nad trzecią częścią.
By zrozumieć fenomen Abby i zdolność zamieniania wszystkiego „w złoto” muszę jeszcze przytoczyć kilka faktów.
Grupa ABBA powstała w 1972 roku w Szwecji, przełomowym momentem w ich karierze był występ na Eurowizji w 1974 roku, gdzie zwyciężyli z piosenką „Waterloo”. Było to pierwsze zwycięstwo Szwecji w historii konkursu, a sam utwór rozpoczął międzynarodową karierę zespołu. W kolejnych latach ABBA stała się jednym z najpopularniejszych zespołów popowych na świecie, sprzedając setki milionów płyt i zdobywając rzesze fanów. Choć grupa zakończyła działalność w 1982 roku, ich muzyka pozostaje ponadczasowa. Powrót w 2021 roku, z nowym albumem i specjalnym projektem ABBA Voyage w Londynie z hologramami artystów, po prawie 40 latach przerwy tylko potwierdził ich nieustającą popularność.
Wróćmy do Łodzi
Fabuła musicalu skupia się na młodej dziewczynie, Sophie Sheridan (w premierowej obsadzie świetna Kamila Najduk), która mieszka na greckiej wyspie i przygotowuje się do ślubu z Sky’em (bardzo dobra kreacja Wojciecha Kurcjusza). Nie znając tożsamości swojego ojca, zaprasza na uroczystość trzech mężczyzn z przeszłości swojej matki Donny (popis Karoliny Trębacz, gwiazdy TM w Gdyni), wierząc, że któryś z nich nim jest.

Trzeba w tym miejscu pogratulować reżyserowi castingu. Spośród wielu zdolnych polskich aktorek i aktorów musicalowych wyłowił wspaniały zespół. Oprócz wspomnianych wyżej przeze mnie Trębacz, Najduk i Kurcjusza, na uwagę i brawa zasługują także odtwórczynie przyjaciółek Donny – Anna Andrzejewska jako Tanya i Małgorzata Regent jako Rosie oraz byłych partnerów Donny. Podczas premiery zobaczyliśmy trio: Rafała Drozda w roli Sama, Klaudiusza Kaufmanna w roli Harry’ego i Jacka Lenartowicza w roli Billa.

Przedstawienie w reżyserii Szydłowskiego – podobnie jak to warszawskie – różni się od londyńskiego oryginału. W przeciwieństwie do rozwiązań zastosowanych w stolicy, Szydłowski nie miał do dyspozycji scenografii przesuwanej po scenie na ruchomych zdalnie sterowanych platformach czy wielkich ledowych ścian.
Jednak scenografia, jaką na deskach w Łodzi zbudował Grzegorz Policiński jest bardzo udana. Przenosi nas na grecką wyspę, stanowi świetne tło do dynamicznej fabuły. Niestety efekt psują słabej jakości animacje, które w tle pokazują nam morze, statki, itp. Nie mając takiej technologii jak w Romie, trzeba było z nich zrezygnować i zastosować oryginalne, skromne, ale udane rozwiązanie z Londynu – ściany w kolorze morza. Przekombinowana jest m.in. scena snu głównej bohaterki Sophie, która otwiera drugi akt, a także finałowa scena, do której Szydłowski dołożył dwóch Greków w podeszłym wieku.

Łódzka wersja „Mamma Mia!” to na szczęście ponownie użyte znakomite tłumaczenia tekstów Abby autorstwa Daniela Wyszogrodzkiego. To doświadczony i uznany mistrz słowa, jego polskie wersje piosenek szwedzkiej supergrupy są szlachetne i inteligentne. Zachowały energię i humor zaszyfrowane przez autorów – Bjorna Ulvaeusa i Benny’ego Anderssona. Wyszogrodzki powtórzył kluczowe oryginalne szlagworty, w efekcie czego aktorzy nie muszą śpiewać „Matko moja!”, a mogą „Mamma Mia!”. Polskie teksty świetnie wykonywane przez zespół zbudowany przez Szydłowskiego nie mogłyby wybrzmieć tak dobrze, gdyby nie kierownictwo muzyczne Tomasza Szymusia. Kontroluje dźwięki i utrzymuje tempo.
W łódzkiej inscenizacji musicalu „Mamma Mia!” na uwagę zasługują też bardzo ładne kostiumy (Dorota Sabak-Ciołkosz) i dopracowana choreografia (Karolina Rejnus).

Nowa łódzka premiera, która otworzyła jubileusz 80-lecia teatru, mimo drobnych potknięć inscenizacyjnych jest czystą przyjemnością i przedstawieniem wartym obejrzenia. Wychodząc z teatru w głowie zostanie nam wiele dźwięków i słów, w tym fragment jednej z piosenek – „Dzięki za muzykę!”.
Ocena Kulturalnego Panka: *****/******