
W ostatnich latach oferta dla pasażerów podróżujących w klasie biznes na krótkich trasach znacznie się pogorszyła. Płacąc kilka razy więcej za bilet teoretycznie powinniśmy otrzymać przywileje, które sprawią, że słony rachunek będzie adekwatny do satysfakcji.
Na wstępie jednak drobne wyjaśnienie. Dlaczego podkreśliłem w tytule „europejska klasa biznes”? Bo w przypadku tradycyjnych przewoźników, do których należy nasz narodowy, prawie stuletni LOT w ofercie -inna klasa biznes jest dla krótkich, najczęściej trwających maksymalnie kilka godzin lotów, a inna dla tych dalekodystansowych. Oczywistym jest, że wynika to z typów samolotów, jakimi dane trasy są obsługiwane. Nie będę przy okazji tego testu szerzej pochylał się nad specyfiką oferty przewoźników na świecie, ale być może kiedyś do tego wrócę.
Zostańmy przy PLL LOT. Polski przewoźnik nie oferuje klasy biznes na rejsach krajowych, w przypadku lotów średniodystansowych (po Europie, ale także na Bliski Wschód czy do Azji Środkowej) wykorzystując flotę Embraerów i Boeingów 737 proponuje klasę biznes opartą na wydzieleniu (najczęściej zasłoną) przedniej części kabiny od pozostałej. Każdy pasażer biznesowy otrzymuje dodatkowe przywileje (o czym więcej za chwilę), a także wolny fotel obok siebie (fotel jest identyczny do tego z klasy ekonomicznej, co poprzez m.in. miejsce na nogi wpływa na komfort). Najlepszą ofertę, pozwalającą jasno wskazać duże różnice w komforcie podróży LOT oferuje na trasach dalekodystansowych, które w 99 proc. przypadkach obsługuje flotą Boeingów 787 Dreamliner. Tam pasażerowie klasy biznes otrzymują m.in. fotele-łóżka i restauracyjny serwis (więcej w moim teście klasy biznes LOT-u na trasie z Toronto).
Tym razem „na warsztat” #PANEKWPODRÓŻY wziąłem klasę biznes LOT-u na europejskiej, bardzo popularnej trasie do Barcelony.
Bilet w obie strony w tej klasie kosztuje w Polskich Liniach Lotniczych LOT ok. 5 tys. zł. To sporo, zważywszy, że podróż trwa ok. 3 godziny. Co dostajemy w zamian?
Już na etapie przygotowań do podróży możemy skorzystać z pierwszego przywileju, a więc limitu bagażowego. LOT pozwala zabrać dwie sztuki bagażu podręcznego po 9 kg każda oraz nadać do luku bagażowego dwie walizki po aż 32 kg każda. To ponad 80 kg bagażu!
Pasażerowie klasy biznes mogą bezpłatnie wybrać miejsce w samolocie (we wskazanej strefie biznes), a także bez opłat zmienić bilet (choć obowiązuje dopłata do różnicy w cenie). Kupując bilet w taryfie Business Full Flex ponadto można bezpłatnie zwrócić go przed podróżą.
Wylatując z Lotniska Chopina w Warszawie, a więc „domu LOT-u” pasażerowie mogą ekspresowo odprawić się w zlokalizowanych w strefie E portu stanowiskach LOT-u dla klasy biznes. Użyłem słowa ekspres, bo wielokrotnie korzystając z tej strefy, odprawa nie zajęła mi więcej niż 5 minut. Tuż obok znajduje się tzw. fast track, a więc z założenia ekspresowa kontrola bezpieczeństwa. Podczas mojej podróży do Hiszpanii faktycznie czas oczekiwania na kontrolę i sama kontrola zajęły mi łącznie poniżej 5 minut. Ale w pamięci mam długie kolejki podczas wakacji w 2024 r., które wypaczały ideę tego przywileju, bo niekiedy przejście przez „fast track” trwało dłużej niż przez ścieżkę dla pasażerów klasy ekonomicznej.

Tuż po przejściu kontroli bezpieczeństwa pasażerowie klasy biznes LOT-u mogą skorzystać z kolejnego przywileju, a więc salonu biznesowego Polonez (jest zlokalizowany minutę drogi od „fast tracka”; w przypadku rejsów non-Schengen z salonu Mazurek, za paszportami, ok. 5-10 minut drogi), który po ostatniej modernizacji jest jednym z najlepszych takich miejsc w Europie. Chodzi nie tylko o nowoczesny, stylowy wystrój, ale przede wszystkim o ofertę gastronomiczną. Na pasażerów czeka nie tylko wiele miejsc do komfortowego oczekiwania na lot oraz szeroki wybór zimnych przystawek, dań gorących, słodkich i słonych przekąsek, kawy z ekspresu, wody, soków i innych napojów bezalkoholowych, a także cydru, piwa, wina i mocniejszych alkoholi. Obsługa jest uprzejma i sprawnie sprząta miejsca po pasażerach, którzy udają się do samolotu. W Polonezie do dyspozycji gości są także m.in. łazienki z prysznicami i szybkie Wi-Fi.

Kupując bilet w klasie biznes kolejny przywilej przewoźnik oferuje nam podczas boardingu, czyli wejścia na pokład samolotu. O ile maszyna jest podpięta do tzw. rękawa, i można od razu z terminalu przejść do środka, pasażerowie klasy biznes – mając priorytet – na pokład wchodzą jako pierwsi, bez tłumów mogąc zająć swoje miejsce. W przypadku mojego rejsu do Barcelony samolot czekał na odległym miejscu postojowym, dlatego przewoźnik zapewnił „podwózkę” lotniskowym autobusem. Tu klasa biznes nie istnieje, więc niezależnie od kwoty zapłaconej za bilet, czeka nas podróż w zatłoczonym pojeździe, nie ma też mowy o pierwszeństwie wejścia na pokład, bo nikt nad tym nie panuje. Tu LOT ma zdecydowanie nad czym popracować. Pamiętam, że ponad dekadę temu LOT dla pasażerów klasy biznes i premium oferował naziemny transfer małymi busami.
Na pokładzie, jeszcze przed startem pasażerom oferowany jest sok lub woda. Niestety w plastikowych kubkach, choć tu również LOT parę lat temu welcome drinki serwował w szkle.
Po starcie i wyłączeniu sygnalizacji „zapiąć pasy”, załoga pokładowa zasłoniła zasłonę oddzielającą klasę ekonomiczną od biznesowej, poinformowała pasażerów, że toaleta dla klasy biznes znajduje się z przodu samolotu oraz rozpoczęła serwis. Na stolikach wylądowały białe obrusy, a potem w pierwszej kolejności napoje.
W ofercie na moim locie był wybór wina białego, czerwonego, francuskie wino musujące, wódka biała oraz smakowa, koniak, likier, whisky, gin i piwo, a także kolorowe napoje bezalkoholowe (m.in. Coca-Cola), soki owocowe, woda, a także kawa i herbata. Do tego obsługa zaproponowała pestki dyni w czekoladzie i orzechy nerkowca o smaku pizzy, a potem w trakcie lotu także nowego pokładowego wafelka (który zastąpił „Grześki”).

Tu chciałbym docenić niedawno wymienione przez LOT szkło. Nowe szklanki i kieliszki podkarpackiego producenta – firmę Krosno są gustowne i wygodne w użyciu. Ponieważ LOT do Barcelony odbywał się przed południem w menu śniadaniowym znalazły się: plastry łososia podane z pastą jajeczną, owsianka z musli i do wyboru – roladki z indyka nadziewane jajecznicą podane z pieczarkami i smażonymi pomidorkami lub naleśniki z sosem waniliowym i karmelizowanymi jabłkami.

Wygląd dań zaserwowanych na porcelanie oceniam bardzo dobrze, gorzej z wielkością porcji i smakiem. Roladki z indyka zostały „zabite” przez nadmiar chrzanu (który lubię), musli nie było jadalne, a wybrane przeze mnie naleśniki okazały się ciasto-placuszkami bez smaku z dobrym sosem. W trakcie lotu obsługa wielokrotnie interesowała się pasażerami, zabierając brudne naczynia czy proponując kolejne napoje. To duży plus, ale nie zaskakujący, bo LOT ma bardzo sympatyczne i profesjonalne załogi.
Po wylądowaniu w Barcelonie pasażerowie klasy biznes samolot opuścili jako pierwsi, pędząc do hali odbioru bagażu, gdzie zgodnie z ofertą – tuż po lądowaniu powinien się pojawić „priorytetowy bagaż”. Ta usługa również nie zadziałała (nie pierwszy raz niestety). Mój bagaż „wyjechał” jako ostatni. Ale i tak podróż oceniam wysoko; minęła mi komfortowo, głównie za sprawą nowego samolotu Boeinga 737 MAX oraz personelu pokładowego.

W drodze powrotnej z Barcelony do Warszawy pasażerowie klasy biznes LOT-u korzystają z teoretycznie lustrzanych przywilejów. Wskazałem „teoretycznie”, bo obsługa odprawy biletowo-bagażowej wygląda znacznie gorzej niż ta na Lotnisku Chopina. Odprawa na rejsy LOT-u rozpoczyna się na dwie godziny przed planowaną godziną wylotu. W sezonie potrafi to przysporzyć pasażerom trochę stresu, bo ten wydaje się być „na styk”. Oczywiście pasażerowie klasy biznes korzystają z osobnej kolejki do nadania bagażu, ale ponieważ naziemne służby tego nie pilnują, często dochodzi do chaosu i sytuacji, gdy pasażerowie klasy ekonomicznej stoją w kolejce przed pasażerami klasy biznes. W przypadku mojej podróży doszło do interwencji reprezentującej LOT agentki naziemnej, która musiała prosić pasażerów o zmianę miejsc w kolejkach. Kolejne punkty biznesowej podróży na lotnisku w Barcelonie przebiegły bez problemu – sprawna kontrola bezpieczeństwa dzięki usłudze „fast track”, a także dostęp do nieźle wyposażonego salonu biznesowego Pau Casals Lounge.

Tym razem samolot LOT-u był podpięty do „rękawa”, ale z powodów operacyjnych boarding opóźnił się o godzinę względem wskazanej godziny. Pasażerowie zostali o tym powiadomieni dopiero przy odpowiedniej bramce, w efekcie klienci klasy biznes mogli zakosztować gorzkiej prawdy o usługach lotniskowych.
Po znów „plastikowym” welcome drinku, starcie i wyłączeniu sygnalizacji „zapiąć pasy” rozpoczął się popołudniowy serwis. W przypadku napojów był adekwatny do tego na pierwszym odcinku, jeżeli chodzi o jedzenie było zdecydowanie lepiej. W menu na przystawkę zaserwowano krewetki z sałatką z selera, na danie główne do wyboru – policzki wołowe z polentą z kaszy i pieczonymi ziemniakami oraz tartę czekoladowo-wiśniową na deser. Potrawy były smaczne, a wybrana przeze mnie wołowina naprawdę niezła.

W Warszawie po lądowaniu samolot na szczęście podjechał pod terminal i został podpięty do „rękawa”. Niestety „priorytetowy bagaż” oprócz naklejki „priority” nie miał z przywilejem nic wspólnego, bo trzeba było na niego długo czekać. Czyli jednak nie do końca wszystko tu działa.
Podsumowanie
Oferta Polskich Linii Lotniczych LOT w klasie biznes na trasach średniodystansowych na pewno na plus wyróżnia się smacznym jedzeniem, ładną porcelaną i szklaną zastawą, a także miłą obsługą. Jednak tzw. twardy produkt (typ samolotu, układ siedzeń i wyposażenie kabiny) nie różni się od oferty innych linii, nie dając poczucia podróży w prawdziwej klasie biznes.
Brak rozrywki pokładowej czy Wi-Fi sprawia, że bez zabezpieczenia sobie przed rejsem odpowiedniej liczby filmów i seriali na własnym telefonie, tablecie lub laptopie będziemy się nudzić (nie dotyczy osób śpiących w samolocie). LOT co prawda oferuje e-prasę i w przypadku klasy biznes trzy bezpłatne pobrania, ale chyba niewielu pasażerów z tego korzysta.

Czy oferowane przywileje za lot w klasie biznes na takich trasach jak Warszawa – Barcelona warte są bardzo słonego rachunku? Na to pytanie każdy musi sobie sam odpowiedzieć.
Zobacz także inne moje testy przelotów w klasie biznes: Emirates, LOT, Lufthansa.
Tekst i zdjęcia: Jakub Panek / Kulturalny Panek, jakubpanek.pl.
Autor podróżował na własny koszt, a przewoźnik nie miał wpływu na jego ocenę podróży.