Jakub Panek – #KulturalnyPanek

„Wicked” w Warszawie. Szmaragdowy sztOz w Teatrze Muzycznym Roma [RECENZJA]

Fot. Krzysztof Bieliński / TM Roma

Po 22 latach od premiery na Broadwayu i po 19 latach od premiery na West Endzie, 5 kwietnia 2025 r. w Polsce odbyła się premiera jednego z największych hitów musicalowych w historii – „Wicked”. Tytuł zastąpił w Teatrze Muzycznym Roma teatralny przebój z piosenkami Queen „We Will Rock You”.

Gdyby spisać listę marzeń dyrektora teatru muzycznego, na pewno znalazłyby się na niej takie światowe przeboje musicalowe jak „Koty”, „Upiór w operze”, „Les Miserables”, „Mamma Mia!”, „Król Lew” i „Wicked”, a także coś własnego autorstwa. Będący od 1998 roku u steru warszawskiego TM Roma Wojciech Kępczyński swoje marzenia konsekwentnie spełnia, realizując nad Wisłą od prawie trzech dekad z rozmachem i sukcesami kolejne przedstawienia (prawie wszystkie ww. światowe hity, jak i autorskie – „Akademia Pana Kleksa” i „Piloci”). I choć na teatralną opowieść o Mufasie i Simbie przyjdzie nam jeszcze w Polsce poczekać, wreszcie mamy polską wersję „Wicked”.

Tytuł szerszej publiczności – zaryzykuję to stwierdzenie – znany dopiero od czasu ekranizacji z Arianą Grande i Cynthią Erivo, która podbiła polskie kina w grudniu 2024 r. Twórcy tego oscarowego już filmu (statuetki za scenografię i kostiumy) w celu zmaksymalizowania zysków, trzygodzinną teatralną wersję podzielili na dwa trzygodzinne filmy. Drugi obraz wejdzie do kin jesienią br. A być może pojawią się kolejne, już nie na bazie musicalu.

Niemniej historia czarownic, czarodzieja i Szmaragdowego Miasta od lat rozgrzewają amerykańską publiczność. Do tego stopnia, że w sierpniu tego roku do Las Vegas – do unikatowej na skalę światową areny koncertowej Sphere ma trafić kultowy film z Judy Garland „Czarnoksiężnik z Krainy Oz” z 1939 r. Ta historia wciąż jest bardzo ważna w Ameryce. Ale jest równie interesująca dla nas – tu w Polsce.

Teatr Muzyczny Roma miał to szczęście, że jego premiery teatralne często w jakimś stopniu pokrywały się w filmowymi wersjami. Przykładem może być np. „Mamma Mia!” z Meryl Streep, która „dała” Romie dodatkową reklamę. Tym razem jest podobnie, bo premiera w teatrze przy Nowogrodzkiej 49 idealnie wpisała się w wielką marketingową kampanię pierwszej i za chwilę drugiej części „Wicked”, za której reżyserię odpowiada Jon M. Chu.

Fot. Krzysztof Bieliński / TM Roma

Musical Stephena Schwartza (muzyka i teksty piosenek) i Winnie Holzman (libretto) powstał na podstawie powieści amerykańskiego pisarza Gregory’ego Maquier’a „Wicked: Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu”, inspirowanej historią L. Franka Bauma z 1900 roku „Czarnoksiężnik z krainy Oz”. Autorzy musicalu, którzy uświetnili warszawską premierę swoją obecnością, na bankiecie po podkreślali, że to „najlepsza wersja non-replica, jaką widzieli dotąd na świecie”, w wielu wywiadach wskazywali, że musicalowa opowieść oprócz warstwy czysto rozrywkowej odnosi się do stereotypów w postrzeganiu dobra i zła, jest też pretekstem do podniesienia kwestii relatywizmu ludzkich zachowań, hipokryzji, braku akceptacji dla odmienności oraz tematów związanych z przyjaźnią, miłością, władzą i manipulowaniem opinią publiczną.

Musical opowiada historię, która dzieje się jeszcze przed wydarzeniami opisanymi w książce Bauma. Osią narracji jest przyjaźń między dwoma młodymi kobietami: Elfabą, która później będzie znana jako Zła Czarownica z Zachodu i Glindą, która zasłynie jako Dobra Czarownica z Północy. Widzowie oglądają początek ich znajomości na uniwersytecie Shiz, wizytę w Szmaragdowym Mieście i tej wizyty konsekwencje.

O ile londyńska wersja „Wicked” jest niemal identyczna do tej z Nowego Jorku (obie obejrzałem), to Teatr Muzyczny Roma dzięki zgodzie na tzw. wersję non-replica, prezentuje znaczne zmiany w scenografii i kostiumach, a także drobne skróty w libretcie. Oglądając „Wicked” za oceanem, ale także nad Tamizą byłem pod wrażeniem rozmachu, ale też nieco przytłoczony librettem. W Teatrze Muzycznym Roma Wojciech Kępczyński, reżyser przedstawienia nie tylko oddał hołd oryginałowi, ale też z korzyścią dla przedstawienia przefiltrował warszawską wersję „Wicked” przez prawie trzy dekady realizacji w TM Roma i kinową wersję.

Wyłoniona spośród kilkuset chętnych obsada to crème de la crème polskiego teatru muzycznego. Rolę Elfaby – wyrazistej za sprawą zielonego koloru skóry czarownicę zagrała w premierowej obsadzie Natalia Krakowiak. Od lat związana z TM Roma, tym razem stała się lokomotywą flagowego spektaklu. Nie zawiodła. Jej talent aktorski i wokalny widoczny jest w każdej powierzonej jej scenie, niezwykle dobrze poradziła sobie z finałem I aktu – kultową piosenką – hymnem tytułu, czyli „Defying Gravity” w świetnym polskim tłumaczeniu. To w ogóle scena, którą w TM Roma powinien obejrzeć każdy, kto chce „dotknąć” magii na żywo.

Równie przyjemnie dla ucha i oka zaprezentowała się w roli Galindy/Glindy (imię zmienia w trakcie, manifestując swoją przemianę) Anna Federowicz. Jej interpretacje nieprzeciętnych piosenek z „Wicked” dostarczają publiczności czystej przyjemności. Słychać tu warsztat i czuć zaangażowanie.

Fot. Krzysztof Bieliński / TM Roma

Jakże się ucieszyłem, gdy przeczytałem, że Kępczyński rolę Czarodzieja powierzył gwiazdorom Romy – Damianowi Aleksandrowi (niezapomnianemu Upiorowi z warszawskiej i białostockiej wersji „Upiora w operze”), a także Tomaszowi Steciukowi (nie ma na koncie złych ról musicalowych w Romie).

W premierowej obsadzie znalazł się także – w roli Fijero – Marcin Franc. Jego ostatnie popisy – zarówno w „Aidzie” i „Tik, tik… BUM!” TM Roma, jak i główna rola w „Drogi Evanie Hansenie” TM w Poznaniu wysoko zawiesiły poprzeczkę. Nie tylko sprostał, ale także po raz kolejny udowodnił, że należy do pierwszej ligi polskich aktorów musicalowych. Czysta przyjemność, Panie Franc!

W premierowej obsadzie wyróżniała się także Katarzyna Walczak, dotychczas znana z produkcji Teatru Syrena, świetna Killer Queen w „We Will Rock You” Romy. Walczak to nie tylko silny głos, ale także bardzo dobre aktorstwo. Jestem przekonany, że dublująca ją w tej roli w drugiej obsadzie Barbara Melzer – gwiazda Romy i poznańskiego teatru także zachwyci widownię.

Nie sposób także pominąć bardzo dobrze dopracowanych aktorsko i wokalnie ról Nessarozy (Joanna Gorzała) i Boqa (Karol Jankiewicz) oraz Doktora Dillamonda (w premierowym przedstawieniu Wojciech Dmochowski).

Architektów kolejnego sukcesu Romy jest kilku. Nie byłoby tak pięknej, wciągającej i mądrej wersji „Wicked”, gdyby nie tytaniczna praca Michała Wojnarowskiego. Mający na koncie wiele doskonałych tłumaczeń filmowych i teatralnych, nie tylko inteligentnie przełożył libretto (tłumaczenie hitu „Popular” zasługuje na osobną nagrodę) i teksty piosenek „Wicked” na język polski, ale nadał im charakter. W efekcie widzowie otrzymali tę wciągającą opowieść w mądrym, zabawnym i dopasowanym do aktorów przekładzie. Docenili to także twórcy musicalu, osobno dziękując tłumaczowi.

Fot. Krzysztof Bieliński / TM Roma

Równie dużą pracę wykonał z zespołem muzycznym teatru Jakub Lubowicz. W pierwotnej wersji broadwayowskiej materiał został napisany na ponad dwudziestu muzyków, w TM Roma zespół jest dwa razy mniejszy, korzysta z partytury Willa Stuarta stworzonej pod okiem Schwartza dla mniejszego zespołu, dlatego także kierownik muzyczny i dyrygent przedstawienia jest ważnym członkiem zespołu – dyrygując równocześnie gra na instrumentach klawiszowych. Muzyka w „Wicked” jest zróżnicowana, autorzy powierzyli jej jedną z aktorskich ról. „Wicked” to jeden z tych musicali, których fragmenty po wyjściu z teatru bez trudu będziemy nucić.

Uznany scenograf Mariusz Napierała, słynący z umiejętności wyczarowania nieoczywistych przestrzeni nawet w trudnych warunkach (patrz np. TM w Poznaniu) – w TM Roma zrezygnował – do czego miał za sprawą wersji non-replica prawo – z głowy wielkiego mechanicznego smoka, który góruje nad orkiestronem, a także innych klasycznych rozwiązań z Londynu i Nowego Jorku. W zamian jednak widzowie otrzymali równie ciekawą, nowoczesną scenografię wykorzystującą rozwiązania tzw. klasycznego teatru, jak i znaną widzom TM Roma scenografię multimedialną (tym razem od Pagode Studio) zbudowaną na bazie ścian ledowych zakupionych do teatru kilka lat temu na potrzeby musicalu „Mamma Mia!”. Udało mu się wyczarować głębię, z której co chwila wyłaniają się zaskakujące i cieszące oko widzów elementy. I choć jego wizja w porównaniu do wcześniejszych – obejrzanych przeze mnie w Londynie i Nowym Jorku wersji totalnie mnie zaskoczyła brakiem rozmachu, w całej koncepcji polskiego „Wicked” się obroniła. Nieodłącznym elementem scenografii jest światło, które po raz kolejny w TM Roma doskonale przygotował Marc Heinz.

Wojciech Kępczyński przy tzw. dużych premierach korzysta z pomocy sprawdzonego zespołu. Oprócz ww. nie mogło więc zabraknąć prawej ręki reżysera, choreografki Agnieszki Brańskiej. To absolutna czarodziejka ruchu, której realizacje cenię za ogromną precyzję i dyscyplinę. Nie ważne jak ważną rolę odgrywasz w spektaklu – Brańska rządzi ruchem. Widzowie „Wicked” na pewno docenią jej pracę nad scenami zbiorowymi, ale też z zachwytem zwrócą uwagę na szczegóły ruchu scenicznego poszczególnych bohaterów.

Na pewno najwięcej emocji wśród widzów oglądających wersję non-replica Teatru Muzycznego Roma wywołają kostiumy. „Wicked” to musical, w którym kostium jest szalenie ważny (porównania do „Upiora w operze” są tu zasadne) nie może być zbyt współczesny, żeby widz mógł całkiem zanurzyć się w tę opowieść. Tym razem Kępczyński kostiumy powierzył Martynie Kander. Utalentowana i nagradzana kostiumografka zaproponowała stroje inspirowane oryginalnym spektaklem, filmem, ale pozwoliła sobie także na odważne eksperymenty. Mówię tu np. o kostiumie Fijero, któremu w tym wydaniu bliżej jest do amerykańskiego college’u. Szkolna błyszcząca bluza w połączeniu z zaproponowaną przez Jagę Hupało i Sergiusza Osmańskiego (fryzury, peruki, charakteryzacja) blond-fryzurką odstaje od stylistyki „Wicked”, ale pasuje do świeżej wizji Kępczyńskiego, nie odbiera przedstawieniu uroku. Z kolei kostiumy Elfaby momentami przenoszą nas na plan „Wednesday”, a nowa odsłona kapelusza czarownicy na pewno zachwyciłaby Mirandę Priestly i znalazła miejsce w kolejnej stylizacji magazynu „Runway”. Mimo wszystko kostiumy mogłyby być bardziej spektakularne.

Fot. Krzysztof Bieliński / TM Roma

„Wicked” w Nowym Jorku od premiery w 2003 roku pokazano już ponad 8 tys. razy! Od premiery w 2006 r. „Wicked” w Londynie zagrano ponad 6,5 tys. razy! Ile razy „Wicked” obejrzymy w stolicy Polski? Dzięki tej wersji jestem przekonany, że problemów z frekwencją nie będzie.

Wojciech Kępczyński zaproponował Polsce klasyczną wersję „Wicked” w nowoczesnym wydaniu, przedstawienie kompletne i porywające. Wyczarował piękną i mądrą opowieść dla widzów, którzy wierzą w jakościowy teatr, którzy chcą przekonać się jak w teatrze np. się… lata. Wersja Romy to też wspaniałe i silne wykonania piosenek w trafionych w punkt tłumaczeniach.

„Wicked” Romy niczym szmaragdy ma właściwości magiczne: łagodzi stres, pomaga odnaleźć spokój i równowagę, oczyszcza umysł i dodaje nadziei.

Po prostu sztOz! Szmaragdowy sztos!

Ocena Kulturalnego Panka: ******/******

Teatr Muzyczny Roma w Warszawie, „Wicked” (premiera 5 kwietnia 2025 r.). Realizatorzy: Wojciech Kępczyński (reżyser), Sebastian Gonciarz (II reżyser), Michał Wojnarowski (przekład), Jakub Lubowicz (kierownictwo muzyczne, dyrygent), Mariusz Napierała (scenograf), Martyna Kander (kostiumy), Agnieszka Brańska (choreografia), Marc Heinz (reżyseria światła), Paweł Kacprzycki (reżyseria dźwięku), Jan Kluszewski (reżyseria dźwięku), Ewa Konstancja Bułhak (współpraca reżyserska), Karolina Bramowicz (współpraca kostiumograficzna), Pagode Studio (projekcje), Jaga Hupało (fryzury), Sergiusz Osmański (charakteryzacja), Anna Waś (kierownictwo techniczne), Alina Różankiewicz (współpraca produkcyjna), Ewa Bara (produkcja).

Obsada: Elfaba (Natalia Krakowiak, Zofia Nowakowska, Maria Tyszkiewicz), Galinda/Glinda (Anna Federowicz Patrycja Mizerska, Agnieszka Przekupień), Fijero (Marcin Franc, Janek Traczyk), Madame Maskudna (Barbara Melzer, Katarzyna Walczak), Czarodziej (Damian Aleksander, Tomasz Steciuk), Nessaroza (Joanna Gorzała, Maria Juźwin), Boq (Maciej Dybowski, Karol Jankiewicz), Dr Dillamond (Wojciech Dmochowski, Przemysław Redkowski).