
Na trasie z Monachium do Pekinu, w samolocie Airbus A350 przetestowałem nową klasę biznes niemieckiego przewoźnika – Lufthansa Allegris.
Po krótkiej zapaści wywołanej pandemią COVID-19 lotnictwo wróciło do pełni sił. Nie tylko wciąż chcemy dużo i tanio latać, ale też coraz lepiej. Linie lotnicze widząc zainteresowanie usługami dodatkowymi, ale także przelotami w wyższych niż ekonomiczna klasach podróży – inwestują w nowe odsłony klasy ekonomicznej premium, biznes i pierwszej.
Niedawno nową kabinę tej najdroższej oferty zaprezentował francuski przewoźnik Air France, chwilę wcześniej Emirates pochwaliły się nową odsłoną klasy biznes i ekonomicznej premium. Konkretne plany na nowe wnętrza kabin mają też Polskie Linie Lotnicze LOT, ale pasażerowie muszą się jeszcze uzbroić w cierpliwość.
Jedna z największych linii lotniczych na świecie Lufthansa także stopniowo wdraża zmiany w ofercie. Zaprezentowana koncepcja Lufthansa Allegris dotyczy całkowitych zmian w we wszystkich czterech klasach podróży. Niemiecki przewoźnik nowe kabiny wdroży w kilku typach posiadanych samolotów – Boeingach 787-9 Dreamlinerach, Boeingach 777, Airbusach A350. Retrofitem ma być objęta też „królowa przestworzy” – samolot Boeing 747-8 Lufthansy.
W podróży do stolicy Chin miałem okazję przetestować nową klasę biznes w równie nowym samolocie Airbus A350. Rejs odbył się z jednego z moich ulubionych europejskich portów – lotniska w Monachium. Obok Frankfurtu, to kluczowy port przesiadkowy i baza Lufthansy. Samolot był tradycyjnie podpięty do dwóch rękawów.
Boarding dla pasażerów klasy biznes rozpoczął się przez ten pierwszy, dzięki czemu „po drodze” można było podejrzeć nowe „podniebne apartamenty”, czyli klasę pierwszą Lufthansa Allegris. W airbusie A350 jest ich cztery, dwa skrajne z dostępem do okien i dwa na środku pokładu.

Nowa klasa biznes niemieckiego przewoźnika już na pierwszy rzut oka dużo mówi o klasach biznes, z którymi będziemy mieli teraz do czynienia. To właściwie gąszcz indywidualnych kabin z wysokimi ściankami, każda z dostępem do przejścia, dająca nie tylko więcej niż dotąd prywatności, ale i swobodę poruszania się po samolocie w trakcie podróży (bez konieczności przeskakiwania przez obcego, śpiącego obok nas pasażera).
Kabina nowego „biznesu” utrzymana jest w szaro-granatowych kolorach, przełamanych białymi (zagłówki) i brązowymi akcentami (podłokietniki). Jest elegancko, choć trochę ciemno. Nowy fotel w Lufthansa Allegris nie tylko oferuje nam wiele półek i schowków, ale także podręczną bezprzewodową ładowarkę do telefonu i duży 27-calowy ekran w jakości 4K. Pozwala w kinowych warunkach oglądać całkiem przyzwoitą ofertę rozrywki pokładowej (sporo nowości, ciekawe propozycje muzyczne). Ponadto dla pasażerów przygotowano 10-calowy tablet, którym można kontrolować funkcję i temperaturę fotela, oświetlenie i rozrywkę.

Na pasażerów klasy biznes czeka kosmetyczka Porsche wyposażona m.in. w szczoteczkę do zębów, pastę, zatyczki do uszu, opaskę na oczy, skarpety, a także zminiaturyzowane kosmetyki nawilżające firmy L’occitane en Provence (niemieckich nie było?). Ponadto przy każdym fotelu czekają dobrej jakości wygłuszające szumy słuchawki AKG, dodatkowy materac na fotel, koc i duża poduszka.

Jeszcze przed startem obsługa rozdaje pasażerom welcome drinki (sok pomarańczowy, woda, szampan), orzeszki nerkowca, piżamy i menu. I tu od razu – mając w pamięci podróże w klasie biznes w innych liniach – nasuwa mi się drobny komentarz – kieliszki do szampana mogłyby być wyższej jakości (dobrym przykładem są te z Krosna dla PLL LOT), a orzeszki zamiast w szarej torebce powinny być podawane na porcelanowym spodku (jak to ma miejsce w Emirates).

Szata graficzna menu też budzi moje wątpliwości. Na okładce mamy… kapustę i ziemniaki, co niezbyt kojarzy się z klasą, za którą trzeba zapłacić nawet kilkanaście tysięcy złotych – za lot.

Na szczęście oferta posiłków i napojów jest znacznie bogatsza, niż „obiecuje” nam okładka.

Po osiągnięciu wysokości przelotowej rozdawane są gorące ręczniki odświeżające, przyjmowane są zamówienia na jedzenie i niedługo po tym rozpoczyna się serwis.

W rejsie do Pekinu na przystawkę wybrałem krewetki w azjatyckim sosie i sałatkę, na danie główne wołowinę z ryżem i grzybami, a na deser ciastko czekoladowe z wiśniowym sosem i kawę. Posiłki podane na wysokiej jakości porcelanie Rosenthal były smaczne.

W trakcie prawie 11-godzinnego rejsu można było bez ograniczeń korzystać z oferty napojów bezalkoholowych i alkoholowych, a także przekąsek. Dwie godziny przed lądowaniem rozpoczął się serwis śniadaniowy. Wybrałem jogurt naturalny z owocami, jajecznicę z batatami, pieczywo, kawę i sok pomarańczowy.

Czas na podsumowanie podróży.
Plusy: wygodny (ma opcję chłodzenia lub podgrzewania), rozkładający się do długiego płaskiego łóżka fotel, wysoka obudowa fotela daje poczucie prywatności, rozliczne półki ułatwiają korzystanie ze swojego „podniebnego pokoju”, a bezprzewodowa ładowarka pozwala przed zakończeniem podróży naładować baterię; świetnej jakości słuchawki i 27-calowy ekran; smaczne jedzenie; bardzo dobrej jakości porcelana; miła i pomocna obsługa Lufthansy.

Minusy: zbyt skromna oferta rozrywki pokładowej (Emirates na razie jest nie do pobicia); mało eleganckie podanie orzeszków; „swojska” oprawa menu; ubogie wyposażenie kosmetyczki i toalet w klasie biznes; do śniadania wykorzystywany jest porcelanowy kubek – filiżanka byłaby bardziej elegancką opcją dla kawoszy; brak schowków bagażowych nad środkowym rzędem foteli; brak amuse bouche po boardingu (w PLL LOT to standard); wysoki koszt przelotu (ok. 17-20 tys. zł z rejs w obie strony na trasie do Pekinu).

Zobacz także inne moje testy przelotów w klasie biznes: Emirates, LOT.
Tekst i zdjęcia: Jakub Panek / Kulturalny Panek, jakubpanek.pl
Autor podróżował na własny koszt, a przewoźnik nie miał wpływu na jego ocenę podróży.