Przejdź do głównej treści

Jakub Panek – #KulturalnyPanek

„Kombinat”, czyli jak powinno się interpretować Ciechowskiego

Fot. Dawid Stube (TM w Poznaniu)
Fot. Dawid Stube (TM w Poznaniu)

Nie trzeba być fanem Grzegorza Ciechowskiego i Republiki, by dać się zahipnotyzować „Kombinatowi”, autorskiemu musicalowi Wojciecha Kościelniaka, który wciąż święci triumfy na deskach Teatru Muzycznego w Poznaniu.

Choć z plakatu bije chłód, a z opisu przedstawienia mrok – „Kombinat”, którego premiera odbyła się 19 czerwca 2021 r. w Teatrze Muzycznym w Poznaniu (przy prawie 40-stopniowym upale) rozpala zmysły i rozjaśnia umysł.

Teatr Muzyczny w Poznaniu od kilku lat z sukcesem prowadzony jest przez Przemysława Kieliszewskiego. Scena przy Niezłomnych 1e dogoniła polskich liderów, czyli Teatr Muzyczny Roma w Warszawie oraz Teatr Muzyczny im. D. Baduszkowej w Gdyni. Pomimo skromnej siedziby (nowa na szczęście niebawem), w Poznaniu musicale udają się nadzwyczaj dobrze. Wystarczy wspomnieć takie tytuły jak: „Jekyll&Hyde”, „Zakonnica w przebraniu”, „Nine”, „Rodzina Addamsów” czy ostatnia produkcja „Drogi Evanie Hansenie”.

Ale wróćmy do „Kombinatu”. To duże ryzyko sięgać po taki materiał do celów musicalowych. Łatwo o katastrofę. Ale scenariusz i reżyserię powierzono jednemu z najlepszych polskich twórców gatunku – Wojciechowi Kościelniakowi. To on z sukcesem stworzył wiele polskich musicali, m.in.: „Lalkę”, „Chłopów”, „Wiedźmina” czy „Quo Vadis”.

Fot. Dawid Stube (TM w Poznaniu)

Jego przedstawienie na podstawie hitów Republiki to typowy musical jukebox, czyli zbudowany na przebojach jednego zespołu/twórcy. Na świecie powstało takich wiele, chociażby znany doskonale nad Wisłą, przeniesiony z Broadwayu i West Endu musical „Mamma Mia!” w Teatrze Muzycznym Roma (od września 2025 r. powróci na deskach Teatru Muzycznego w Łodzi). Tam kręgosłup stanowiły piosenki Abby, skupiając się głównie na kwestiach uczuć, przyjaźni, miłości.

„Kombinatem” Kościelniak postawił sobie wysoką poprzeczkę. Bo chciał stworzyć musical stroniący od polityki, ale komentujący piosenkami Republiki rzeczywistość w Polsce, jednocześnie tworząc rozrywkowe przedstawienie dla każdego. W małej i ciasnej przestrzeni Teatru Muzycznego w Poznaniu chciał pokazać futurystyczną, surrealistyczną i pełną metafor wizję ze świata m.in. Orwella. W efekcie przenosimy się do świata, w którym nie ma miejsca na wolność i swobodę. Każdy musi być szarym człowiekiem, myślącym tak jak tytułowy „Kombinat” nakazuje. Kościelniak tylko z pozoru miał ułatwione zadanie pracując z wybitnymi tekstami Ciechowskiego. Musiał spiąć te hity inteligentnym tekstem i myślą. Udało się, i nie jest to kwestia przypadku.

Fot. Dawid Stube (TM w Poznaniu)

Ten polski musical to majsterszyk. Szesnaście piosenek (począwszy od „Kombinatu”, poprzez kultowe „Telefony”, „Tak, tak to ja”, „Białą flagę”, aż po przeszywającą „Moją krew”) prezentuje wyborna obsada, skompletowana z nieprzeciętnych talentów. Absolutnie doskonałe kreacje Jana (Jakub Brucheiser), Suku (Joanna Rybka), Agrawy (wielka Barbara Melzer, tym razem w stylizacji Kory), Psów (Mateusz Feliński, Maciej Zaruski), Lali (Katarzyna Tapek) i Dancera (Bartosz Sołtysiak). Naprawdę ciężko znaleźć słaby punkt w tej obsadzie.

Powyższe filary, a więc reżyserię, obsadę, muzykę wzmacnia piękna, wartka i hipnotyzująca choreografia Eweliny Adamskiej-Porczyk, jak z dzieł Lema dopracowane kostiumy Anny Chadaj i ascetyczna, ale wzbogacona artefaktami kosmicznej urody scenografia Damiana Styrny.

W tej lawinie (zasłużonych, wypracowanych w pocie czoła) komplementów nie może uciec przesłanie „Kombinatu”. „To moją krwią podpisywano wojnę, miłość, rozejm, pokój, wyrok, układ, czek na śmierć. Moja krew! I Twoja też…” – wykrzykuje/wyśpiewuje główny bohater w ostatnich minutach przedstawienia. I jest to moment, który zmrozi krew w żyłach nawet podczas afrykańskiego żaru.

„Kombinat” to niezmiennie pozycja obowiązkowa.

Ocena Kulturalnego Panka: ******/******